Zapłaciłem za film, który widziałem już wiele razy. I było warto
W ostatnim tygodniu dwa razy poszedłem do kina na filmy, przy których praktycznie nie było szans, żebym został czymkolwiek zaskoczony. Czy faktycznie było warto?
W ostatnim tygodniu dwa razy poszedłem do kina na filmy, przy których praktycznie nie było szans, żebym został czymkolwiek zaskoczony. Czy faktycznie było warto?
Każda dobra historia powinna wiedzieć, kiedy się skończyć. Problem w tym, że największe streamingowe przeboje po prostu się nie kończą - dostają prequel, spin-off, animację i kolekcję figurek. "Stranger Things: Opowieści z '85" przypomina, że tęsknota za Hawkinsem jest wciąż żywa.
Gangster nigdy nie wychodzi z mody. Co najwyżej zmienia garnitur.
Drugi sezon "Agencji" to opowieść o ludziach, którzy tak długo udają kogoś innego, aż przestają wiedzieć, czy pod zawodową legendą zostało jeszcze coś prawdziwego. W czasach politycznego chaosu, wojen prowadzonych cudzymi rękami i powszechnych fake newsów trudno o serial bardziej aktualny.
Marvel nigdy nie miał problemu z brakiem superbohaterów. Miał problem z brakiem bohaterów, na których kolejne spotkanie naprawdę warto było czekać. Ogłoszona obsada nowych X-Men może wreszcie to zmienić. Pod warunkiem, że "Avengers: Doomsday" i "Secret Wars" zrobią z obecnym MCU dokładnie to, czego potrzebuje: twórczy demontaż.
"Mandalorian i Grogu" nie pogrzebał "Gwiezdnych wojen". Zrobił coś bardziej niepokojącego: pokazał, że najsłynniejsza galaktyka w popkulturze może wrócić do kin po 7 latach i mało kogo będzie to interesować.
"Niebo nad portem ma kolor telewizora nastawionego na nieistniejący kanał." To zdanie otwierające "Neuromancera" rozpoznają wszyscy miłośnicy Williama Gibsona. Twórcy serialu mogli potraktować je z nabożeństwem, podkreślić markerem i oprawić. Robią coś lepszego: zamieniają je w obraz. A to dopiero początek.
Robert Downey Jr. wraca jako Doctor Doom, Ryan Gosling wsiada na płonący motocykl, a David Jonsson odziedziczy po T'Challi kostium Czarnej Pantery. Marvel sięga po gwiazdy, nostalgię i nowe otwarcia jednocześnie.
Po "Odysei" Christopher Nolan nie musi już niczego udowadniać. Może wszystko. Ale gdy ucichnie muzyka Ludwiga Göranssona, a koń trojański wyryje się w naszej głowie, pozostaje jedno pytanie: co dalej?
Dziesięć lat temu "Vaiana: Skarb oceanu" podbiła kina. Dwa lata temu doczekała się kontynuacji. Teraz Disney opowiada tę samą historię ponownie, tylko z aktorami. Po co? Trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś w księgowości dostrzegł kolejną falę pieniędzy do zarobienia.
Serialowe fantasy przeżywa najgorszy okres od lat, a wielkie produkcje zawodzą jedna po drugiej. Gatunek ratuje tylko animowana Legenda Vox Machiny.
"Silos" wydaje się kolejną opowieścią o końcu świata, ale szybko okazuje się, że to nie zniszczona planeta jest tu najważniejsza. Ważniejszy jest człowiek, który tak długo żyje w cudzej opowieści, aż zaczyna mylić ją z rzeczywistością.
Sony dokłada kolejny powód do tego, żeby nie kupować PlayStation 6. Teraz zapowiada, że usunie Twoje konto razem ze wszystkimi grami. I co zrobisz? Nic.
"GTA VI" ma datę premiery, ma bohaterów, fabułę i budżet, który przyprawia o zawrót głowy. Czego nie ma - to płyty w pudełku. Co to właściwie mówi o obecnym stanie branży?
„Przylądek strachu” jest męczący, ale nie mogę się od niego oderwać. Powód? Javier Bardem!
Steven Spielberg wraca do nieba, które sam kiedyś wypełnił cudami. "Dzień objawienia" ma rozmach, świetne momenty i kilka scen nakręconych ręką mistrza, ale im bardziej zbliża się do wielkiej tajemnicy, tym częściej ucieka w bezpieczny thriller. Jak wyszło?
Przez prawie cztery dekady Hollywood traktowało He-Mana jak kłopotliwego krewnego, o którym lepiej nie mówić przy stole. Travis Knight właśnie udowodnił, że to był błąd.
Ktoś wreszcie zrozumiał, że superbohater nie musi za każdym razem ratować świata w blasku fleszy. Czasem wystarczy deszczowa ulica, papierosowy cień, stary płaszcz, zepsute miasto i Nicolas Cage. Taki właśnie jest "Spider-Noir", jedno z największych zaskoczeń tego roku.
Jesteśmy po prezentacji telewizorów Samsung na 2026 rok. Producent zaprezentował bogatą ofertę, ale jeden model szczególnie zwrócił moją uwagę. To Samsung OLED S90H.
"The Boys" przez lata było serialem, który pluł nam w twarz, a jeszcze nam się to podobało. Bezczelny, krwawy, wulgarny i celnie okrutny - przez trzy sezony wydawał się jedną z najostrzejszych satyr współczesnej popkultury. Ale ten sam serial, który rozsadzał gatunek od środka, sam zamienił się w coś, z czego dawniej bezlitośnie szydził.
Przeklęta wyspa, rozkoszny chaos gatunkowy i Matthew Rhys w szczytowej formie. Magicy z Apple TV znów stworzyli serial doskonały, na który nikt inny nie wpadł.
Ted Lasso powraca, tym razem, by poprowadzić kobiecą drużynę AFC Richmond. Ale czy ktoś w ogóle tego potrzebuje?
Siedzimy już pięć lat z obietnicą "James Bond powróci" i nic. Nie wraca. Żadnego aktora, żadnej daty, żadnego zwiastuna. Tylko korporacyjne komunikaty prasowe i cierpliwe kiwanie głową ludzi z Amazonu. W tym czasie zdążyliśmy przeżyć pandemię, kilka wojen, trzy sezony "Białego Lotosu" i co najmniej dwa przełomy w sztucznej inteligencji. Bond tymczasem wciąż poprawia mankiety smokingu i czeka na sygnał od Q.
Telewizja nauczyła nas, że seriale z tajemnicą w centrum prędzej czy później zawodzą. "Zagubieni" złamali nam serce, "Westworld" doprowadził do rozpaczy, a na cmentarzu dobrych intencji trup ściele się gęsto. Dlaczego ze "Stamtąd" będzie inaczej?
Jeszcze niedawno mówiło się, że sztuczna inteligencja w Hollywood będzie głównie niewidzialnym narzędziem: trochę odmłodzi twarz, trochę poprawi głos, trochę zasypie produkcyjne braki. Tymczasem sprawa Vala Kilmera pokazuje, że weszliśmy już w etap dużo bardziej niepokojący. To nie jest już efekt specjalny, a nowy rodzaj obecności.