Kocham Teda Lasso. Ted Lasso wraca. Tylko po co?
Ted Lasso powraca, tym razem, by poprowadzić kobiecą drużynę AFC Richmond. Ale czy ktoś w ogóle tego potrzebuje?
Ted Lasso powraca, tym razem, by poprowadzić kobiecą drużynę AFC Richmond. Ale czy ktoś w ogóle tego potrzebuje?
Siedzimy już pięć lat z obietnicą "James Bond powróci" i nic. Nie wraca. Żadnego aktora, żadnej daty, żadnego zwiastuna. Tylko korporacyjne komunikaty prasowe i cierpliwe kiwanie głową ludzi z Amazonu. W tym czasie zdążyliśmy przeżyć pandemię, kilka wojen, trzy sezony "Białego Lotosu" i co najmniej dwa przełomy w sztucznej inteligencji. Bond tymczasem wciąż poprawia mankiety smokingu i czeka na sygnał od Q.
Telewizja nauczyła nas, że seriale z tajemnicą w centrum prędzej czy później zawodzą. "Zagubieni" złamali nam serce, "Westworld" doprowadził do rozpaczy, a na cmentarzu dobrych intencji trup ściele się gęsto. Dlaczego ze "Stamtąd" będzie inaczej?
Jeszcze niedawno mówiło się, że sztuczna inteligencja w Hollywood będzie głównie niewidzialnym narzędziem: trochę odmłodzi twarz, trochę poprawi głos, trochę zasypie produkcyjne braki. Tymczasem sprawa Vala Kilmera pokazuje, że weszliśmy już w etap dużo bardziej niepokojący. To nie jest już efekt specjalny, a nowy rodzaj obecności.
Są powroty do wielkich światów, które pachną przygodą. I są takie, które śmierdzą pieniędzmi. Nowy film z uniwersum "Władcy Pierścieni" należy do tej drugiej kategorii, a wszyscy prawdziwi fani Śródziemia mają prawo złapać się za głowę i krzyknąć: "Dlaczego?"
Są filmy, których nie powinno się ruszać. I właśnie dlatego każda nowa plotka o "Gorączce 2" brzmi jednocześnie ekscytująco i podejrzanie. Bo jeśli Michael Mann naprawdę zbiera taką obsadę, o jakiej dziś się mówi, to nie szykuje zwykłego sequela - tylko zamach na sam szczyt kina sensacyjnego.
Alan Ritchson długo wydawał się aktorem, któremu wciąż czegoś brakuje do wielkiej kariery. Aż w końcu przyszedł "Reacher" i nagle wszystko stało się jasne. To nie był przypadek ani sezonowy zachwyt, tylko moment, w którym Hollywood wreszcie doceniło jego potencjał. A jest naprawdę spory - nie chodzi tylko o mięśnie.
Jeszcze kilka lat temu granie w tytuł Sony na sprzęcie kojarzonym z Xboxem brzmiałoby absurdalnie. Dziś to nie tylko możliwe, ale dla wielu graczy po prostu wygodniejsze. Właśnie dlatego multiplatformowość powinna stać się codziennością.
Wielu graczy uważa, że Windows na konsoli przenośnej to bałagan, niepotrzebne komplikacje i proszenie się o problemy. Teoretycznie brzmi to sensownie, bo system kojarzy się z aktualizacjami, klikaniem po pulpicie i obsługą, która średnio pasuje do małego ekranu. W praktyce jednak wygląda to inaczej.
Patrick Bateman wraca. A przynajmniej wszystko wskazuje na to, że wróci. Hollywood znów sięga po "American Psycho", Luca Guadagnino szykuje nową adaptację, a w branży krąży jedno pytanie: kto zagra głównego bohatera?
Kolejny film "Star Trek" od dekady jest w zawieszeniu, choć ta marka nigdy nie była tak żywa w serialach. Dlaczego? Czy jest jeszcze szansa na powrót ekipy Chrisa Pine'a?
Nie mam wątpliwości, że ten telewizor OLED będzie hitem Samsunga w 2026 roku. Oczekiwania rosną a ja zastanawiam się, który producent następny?
Z dzieciństwa pamiętam nie fabułę, tylko to uczucie, gdy He-Man mówił: "na potęgę Posępnego Czerepu". Filmowi "Władcy Wszechświata" mają szansę mi je oddać.
Sprawdziliśmy ceny najtańszych telewizorów OLED na luty 2026, Niezależnie od tego, który wybierzesz - każdy ma świetną jakość obrazu.
"Wonder Man" wygląda jak serial z MCU tylko z nazwy - w praktyce to świetnie napisany, meta-hollywoodzki dramat o tym, jak łatwo zgubić siebie, gdy całe życie zależy od cudzej oceny. Tu najważniejsze "super" nie dzieje się w efektach, tylko w duecie Yahyi Abdul-Mateena II i Bena Kingsleya.
"Rycerz Siedmiu Królestw" już po jednym odcinku przypomina, że Westeros wciąż działa: bez fajerwerków, za to z charakterem i emocją. I właśnie dlatego wraca pytanie, które trochę boli - skoro to uniwersum jest bez dna, czemu tak rzadko do niego zaglądamy?
Sony opatentowało rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji, które może prowadzić gracza krok po kroku przez konkretny etap, a w skrajnym wariancie nawet sprawić, że gra dosłownie “przechodzi się sama”.
Sydney Sweeney jest dziś wszędzie, ale za każdym razem w dokładnie tej samej roli. Hollywood nie pyta, co potrafi zagrać - pyta tylko, ile może pokazać. Mam tego dosyć.
Rok 2026 w kinie zapowiada się jak egzamin poprawkowy dla całej branży. Po latach inflacji blockbusterów, zmęczenia franczyzami i rozpasania streamingowego wszyscy będą liczyć: pieniądze, widzów, sens istnienia sal kinowych.
Są filmy, które ogląda się z przyjemnością. Są też takie, które ogląda się z podziwem. A raz na jakiś czas trafia się film, który ogląda się z rosnącym uśmiechem i myślą: "wow, to było coś". Taka jest "Jedna bitwa po drugiej". To najlepszy film 2025 r. - i murowany faworyt do Oscarów.
Są takie seriale, które trafiają w swój moment idealnie. "Studio" jest jednym z nich. To produkcja, która nie tylko wygrywa ranking na najlepszy serial 2025 roku, ale spokojnie ustawia się półkę wyżej – jako rzecz ponadprzeciętna, dojrzała i zaskakująco uniwersalna.
Liczyłem, że "Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat" przypomni mi, dlaczego kiedyś kochałem MCU. Podczas seansu przypomniałem sobie tylko, dlaczego przestałem je kochać.
Obejrzałem "LA w garniturach" do końca pierwszego (i jedynego) sezonu. Z nadzieją. Z sentymentem. Z cierpliwością, która topniała z odcinka na odcinek. I dziś mogę powiedzieć tylko jedno: to był ten moment, gdy marka przestała nieść jakąkolwiek obietnicę jakości.
To jedna z tych decyzji, które za kilka lat będą opisywane jako punkt zwrotny. Netflix wchłania Warner Bros., a razem z nim ogromny kawał historii kina, serialu i popkultury. Tylko że tym razem nie chodzi już wyłącznie o nowe filmy - chodzi o to, kto będzie kontrolował całą opowieść.
Drugi sezon "Landman: Negocjator" udowadnia, że serial nie tylko dorósł do ambicji twórców, ale wyrósł na jedną z najciekawszych amerykańskich historii o władzy, pieniądzach i ludziach utkanych między emocjami a surową ziemią Teksasu. Szkoda tylko, że w Polsce wciąż niewiele osób w ogóle o nim słyszało.