Były szef PlayStation w USA, Shawn Layden, wrzuca do dyskusji porównanie, które brzmi jak żart z ery kaset wideo, a jednocześnie uderza w samo serce problemu. Jeśli najwięksi gracze nie zmienią zasad gry, to kolejne generacje mogą być bardziej „odświeżeniem” niż realnym skokiem naprzód.
Layden mówi o konkretnym limicie, bo jak trafnie zauważył, sprzedaż konsol w ramach jednej generacji wacha się w okolicach 250 milionów sztuk, niezależnie od tego, czy mówimy o czasach PS1/Saturna/N64, czy o nowszych generacjach, bo suma wszystkich „pudełek pod telewizor” i tak finalnie dobija do podobnej ściany.
W praktyce to oznacza, że w świecie, w którym telewizory mają coraz lepsze tryby dla graczy, soundbary coraz częściej zastępują kino domowe, a usługi streamingowe próbują być „centrum salonu”, konsole jako sprzęt stoją w miejscu pod względem realnego zasięgu. Prędzej czy później może się to odbić na cenach, strategiach abonamentów i na tym, co firmy uznają za opłacalne.
Były szef PlayStation dorzuca też bardzo trzeźwe rozróżnienie, podkreślając, że owszem, branża gier jest gigantyczna, ale gdy do statystyk wrzucasz wszystko od Wordle po Candy Crush, to nagle „setki milionów graczy” robią się wygodną formułą, która nie przekłada się automatycznie na większą liczbę konsol w domach.
Jedyny moment, gdy sufit realnie drgnął, to generacja z Wii, kiedy rynek na chwilę podbił wynik w okolice 300 milionów, bo do gry weszli „nietypowi” użytkownicy kupujący sprzęt z myślą o Wii Fit i domowej aktywności, ale to według Laydena była anomalia, a nie nowa norma.
GTA VI będzie ważyć 676 GB? Gracze wpadli w panikę
VHS wygrał, bo nie był „jedyny”
Pojawia się ciekawe porównanie VHS kontra Betamax. VHS i Betamax to były dwa konkurujące ze sobą standardy kaset wideo do oglądania i nagrywania filmów w domu, popularne głównie w latach 70. i 80.
W elektronice użytkowej zawsze widzieliśmy podobny schemat. Standardy wygrywały wtedy, gdy były powszechnie dostępne, licencjonowane i kompatybilne, a nie wtedy, gdy były „najładniejsze na papierze”.
Layden podkreśla, że Betamax przegrał z VHS nie dlatego, że był dramatycznie gorszy, tylko dlatego, że VHS licencjonował format szeroko na wielu producentów, przez co ludzie kupowali to, co było u sąsiada, w wypożyczalni i w sklepach, a gdy „cała okolica” była na VHS, to posiadanie Betamaxa robiło się niewygodne w codziennym życiu.
Zdaniem eksperta branża gier powinna zrobić to, co wcześniej zrobiła elektronika na rynku nośników, czyli stworzyć zrzeszony format, podobnie jak przy CD, DVD czy Blu-ray, gdzie standard powstawał w ramach porozumień i licencjonowania, a producenci konkurowali nie tym, czy coś w ogóle zadziała, tylko jakością urządzeń, funkcjami, wykonaniem, ceną i „bajerami”.
Layden idzie dalej i sugeruje, że w pewnym świecie mógłby powstać jeden format gier, być może wywiedziony z PC i nawet oparty o coś w rodzaju jądra Linuxa, wokół którego powstałby ekosystem licencji pozwalający także innym firmom budować sprzęt w tej samej przestrzeni.
Z perspektywy użytkownika brzmi to jak spełnienie snu: „kupuję jedno pudło i gram we wszystko”, ale jednocześnie jest tu ukryta bomba, bo taki scenariusz oznaczałby w praktyce śmierć klasycznych ekskluzywów konsolowych w obecnej formie.
Źródło: PlayStation
Ekskluzywy mają wartość, ale…
Layden nie udaje, że gry ekskluzywne nie istnieją, bo wręcz podkreśla, że marki platform budują się na mocnych tytułach na wyłączność, i rzuca, że Mario na PlayStation byłby „apokalipsą”, a to dobrze oddaje, dlaczego dogadanie się Sony, Microsoftu i Nintendo w sprawie jednego standardu byłoby politycznie i biznesowo kosmicznie trudne.
Z tych trzech graczy najbardziej „pasuje” do takiego myślenia Microsoft, bo już teraz mocno flirtuje z podejściem multiplatformowym. Z kolei Sony wypuszcza część gier na PC i wykonało pojedyncze kroki, które da się czytać jako sygnał zmiany, ale do pełnej strategii „wszystko wszędzie” jest daleka droga.
Natomiast Nintendo jest wskazywane jako najmniej prawdopodobne do wejścia w sojusz, bo ich model od lat polega na tym, że największe marki pchają sprzedaż konkretnej konsoli.
Zdecydowanie perspektywa byłego szefa PlayStation bardzo mi się podoba. Kupno jednej gry na wszystkie urządzenia brzmi faktycznie jak marzenie graczy. Może branża potrzebuje odświeżenia, które pozwoli jej urosnąć, a nie stawiać na odświeżone gry, dokładając trochę do budżetu. Jako gracz – jestem za! Jako osoba, która patrzy z perspektywy firmy… brzmi to jak praca na wiele lat.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.







Dodaj komentarz