Słuchawki z aktywnym tłumieniem hałasu są dziś na topie, szczególnie wśród młodszych użytkowników. Ale czy ich popularność idzie w parze z bezpieczeństwem? Czy rzeczywiście mogą wpływać na słuch lub rozwój zaburzeń przetwarzania dźwięku?
Słuchawki z aktywnym tłumieniem hałasu biją rekordy popularności. Ułatwiają życie w zatłoczonym mieście, pomagają się skupić w pracy i skutecznie wyciszają dźwięki otoczenia.
W tym roku media w Wielkiej Brytanii zasugerowały, że rosnąca liczba przypadków tzw. APD, czyli zaburzeń przetwarzania słuchowego, może mieć związek z popularnością słuchawek z ANC – zwłaszcza wśród młodych ludzi. Według informacji opublikowanej przez news.cuanschutz.edu i opinii eksperta poznaliśmy odpowiedź.
- Masz słuchawki Sony, JBL, Bose, Jabra? Możesz być w ogromnym niebezpieczeństwie
- Teufel MYND – recenzja i opinie. Modułowy, ekologiczny głośnik z dobrym brzmieniem?
Słuchawki z noise-cancelling. Ochrona dla uszu czy potencjalne zagrożenie?
Mamy dwa typy redukcji szumów. Aktywne tłumienie (czyli to, co kojarzysz z ANC) generuje odwrotną falę dźwiękową, która „kasuje” hałas z zewnątrz. Pasywne tłumienie to po prostu dobre wygłuszenie, dzięki konstrukcji słuchawek albo zatyczkom.
Tłumienie działa najlepiej przy dźwiękach stałych, jak szum silnika czy klimatyzacja. Dużo gorzej radzi sobie z głosami ludzi, ruchem ulicznym czy innymi zmiennymi odgłosami. W droższych modelach jakość redukcji rośnie, a wiele z nich można nawet regulować przez aplikację np. decydować, czy ANC ma blokować mowę.
Czy słuchawki z ANC chronią słuch? Nie. A przynajmniej nie w sposób bezpośredni. Jeśli włączysz ANC i staniesz obok pracującej kosiarki, twoje uszy nadal będą zagrożone. Ale jest jeden plus, dzięki redukcji hałasu nie trzeba podgłaśniać muzyki, żeby coś usłyszeć. A to już realna korzyść dla zdrowia słuchu. Im ciszej słuchasz, tym mniejsze ryzyko trwałego uszkodzenia.
fot. techManiaK
Pojawiła się teoria, że jeśli mózg za często unika trudnych warunków akustycznych (np. przez ANC), może „rozleniwić się” i mieć problem z filtrowaniem dźwięków, zwłaszcza w hałasie. Ale jak zaznacza audiolog Cory Portnuff, to tylko domysły. Klinicznie niczego takiego nie obserwujemy.
Czym w ogóle jest APD? To nie problem z samym słuchem, ale z tym, jak mózg przetwarza dźwięki. Osoba z APD słyszy normalnie, ale ma problem z rozróżnianiem głosów w tłumie, szybkim przetwarzaniem mowy czy skupieniem się na jednym źródle dźwięku. Typowy przykład? Dziecko w klasie, które słyszy wszystkie szepty dookoła, ale nie może wyłapać głosu nauczyciela.
APD może być wrodzone albo pojawić się po urazach mózgu czy z wiekiem. Często występuje u osób z autyzmem. Problem polega też na tym, że czasem trudno go odróżnić od innych zaburzeń poznawczych. Najpierw robi się zwykły test słuchu. Jeśli jest w porządku, przechodzi się do bardziej zaawansowanych badań, np. jak radzisz sobie z rozumieniem mowy w szumie albo z szybkimi sekwencjami dźwięków.
A leczenie? To nie wyrok. Istnieją specjalne treningi słuchowe (coś w stylu fizjoterapii dla uszu), a także rozwiązania technologiczne, np. mikrofony, które przekazują głos rozmówcy bezpośrednio do twoich słuchawek.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.






