Hisense znów na celowniku, tym razem za rzekome wprowadzanie ludzi w błąd związane z telewizorami QLED. Konsumenci w USA twierdzą, że płacili za technologię premium, której… po prostu nie było. O co dokładnie chodzi i które modele są w centrum afery?
Jak podaje serwis mk.co.kr, chiński gigant Hisense ma poważne kłopoty w USA. Firma została pozwana za fałszywe reklamy dotyczące telewizorów QLED, a sprawa może być znacznie większa, niż się wydaje.
- Jaki telewizor Mini LED kupić w 2025 roku? TOP-10
- „OLED marzeń” wreszcie gotowy?! LG szykuje rewolucję
Hisense pozwane za fałszywe QLED-y!
Zarzuty są wyjątkowo konkretne, konsumenci twierdzą, że Hisense sprzedawało zwykłe telewizory LED jako „QLED”, mimo że podobno brakowało im kluczowej technologii poprawiającej jakość obrazu.
Pozew zbiorowy złożył Kalf Kamesra, reprezentując grupę klientów z USA, którzy czują się oszukani. Jego zarzuty wskazują, że Hisense reklamowało swoje telewizory jako wyposażone w technologię quantum dot, podczas gdy w rzeczywistości ani jej tam nie było, ani nie wpływała ona w istotny sposób na jakość wyświetlanego obrazu.
A przecież QLED to konkretna technologia, która powinna gwarantować lepszą jasność i dokładniejsze odwzorowanie kolorów. Na celowniku znalazły się m.in. modele z serii QD5, QD6, QD65, QD7, U7 i U7N – reklamowane jako „premium QLED”.
fot. Hisense
Problem w tym, że według pozwu produkty te nie zawierały realnej technologii quantum dot, co oznacza, że konsumenci płacili za coś, czego faktycznie nie dostali. Quantum dot to ultra-drobne półprzewodniki – tysiąc razy cieńsze od ludzkiego włosa – które w odpowiednim zastosowaniu znacząco podnoszą jakość obrazu.
Nic dziwnego, że prawdziwe QLED-y są droższe, bo oferują wyższą jakość. Jeśli jakakolwiek firma miałaby sprzedawać zwykłe LED-y w „qledowym” opakowaniu, to już wprowadzenie w błąd. W lutym, Hisense zostało pozwane w Nowym Jorku za złamanie przepisów o ochronie konsumenta, a firma TCL została pozwana w Kalifornii za dokładnie to samo.
Amerykański rynek coraz uważniej patrzy na to, co chińscy producenci naprawdę oferują, a nie tylko na to, co głoszą w reklamach. I słusznie, bo jeśli płacimy za premium, to oczekujemy technologii premium, a nie marketingowego mydlenia oczu. Na razie sprawa jest w toku, dlatego pozostaje nam czekać na stanowisko producenta.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.






