Na stole ląduje scenariusz, w którym PlayStation 6 uczy cierpliwości graczy bardziej, niż początkowo zakładano. Z jednej strony mamy analityków i komentatorów, którzy wyciągają wnioski z wypowiedzi ludzi z Sony, z drugiej, temat cen podzespołów.
Według ostatnich doniesień krążących w sieci, powołujących się na Sandstone, czyli grupę japońskich analityków, Sony może opóźnić premierę PlayStation 6 nawet do 2029 roku lub później. Co byłoby wyraźnym odejściem od przyzwyczajenia, że kolejne PlayStation pojawia się mniej więcej co 6–7 lat.
Jeśli ktoś patrzy na kalendarz, to układ PS3 (2006), PS4 (2013) i PS5 (2020) sugerowałby, że następny krok powinien wypaść w końcówce 2027 albo na początku 2028.
Sama plotka o 2029+ jest dodatkowo podbijana przez wypowiedź Sony CFO Lin Tao, który miał zasugerować, że PS5 jest wciąż „w środku” swojego cyklu życia, mimo że od premiery minęło już około 5,5 roku.
To nadal nie jest żaden oficjalny komunikat typu „PS6 przesunięte, do widzenia”. Wygląda na to, że Sony nie czuje presji, żeby już teraz zamykać generację. Sony nie ogłosiło oficjalnie żadnych szczegółów dotyczących PS6, a sama firma wcześniej mówiła, że to „ewolucja sprzętu” ma napędzać czas kolejnej konsoli, a nie przesuwanie dat.
Rynek podzespołów może namieszać bardziej niż jakikolwiek plan Sony
W różnych sprzętach największym wrogiem „świetnego pomysłu” potrafi być… cena. W przytoczonych raportach pojawia się wątek, że obecne warunki rynkowe mogą sprzyjać opóźnieniom. Wciąż mamy problemy z RAM-em.
Mówi się także o tym, że wzrosty i zawirowania cenowe dotykają szerokiej grupy komponentów PC, w tym takich elementów jak zasilacze (PSU), chłodzenia CPU, a ostatnio także GPU, co najpierw boli rynek składanych pecetów, ale później potrafi przejść na laptopy, a finalnie na konsole.
Jeśli komponenty drożeją, to Sony i Microsoft mają trudniej, żeby wyprodukować miliony konsol w konkurencyjnej cenie. Firmy często celując w pułap „około 500 dolarów”, który jest dla masowego klienta psychologiczną granicą, nawet jeśli gracze w komentarzach lubią udawać, że „cena nie ma znaczenia”.
Ma znaczenie i to ogromne, bo konsola, która startuje za wysoko, nie tylko sprzedaje się gorzej, ale też trudniej buduje bazę użytkowników. Oczywiście bez dużej bazy użytkowników cierpią wydawcy, a potem cierpią gry, a wtedy cierpi cały ekosystem. I jest to klasyczny efekt domina, tylko zamiast klocków masz marże, logistykę i skalę produkcji.
PS5 Pro otrzyma znaczną poprawę wydajności!? Marzec może być przełomowy
Co ciekawe, w samych dyskusjach fanów przewija się też kontrargument, który dla wielu będzie brzmiał rozsądnie, zwłaszcza jeśli ktoś dopiero planuje zakup konsoli. Przecież PS5 podobno ma jeszcze sporo życia przed sobą. Wzmocnieniem tej tezy ma być PS5 Pro, które w połączeniu z rozwiązaniami pokroju PSSR 2.0 (upscaling) oraz zapowiadanym multi-frame generation ma wydłużać „datę ważności” tej generacji.
Oczywiście to nadal nie jest żadne oficjalne „PS5 wystarczy do 2030”, ale pada sugestia, że sprzęt może sobie z nowymi grami radzić całkiem dobrze jeszcze przez dłuższy czas. Jeśli Sony uzna, że użytkownicy nie mają dziś palącej potrzeby przesiadki, a rynek komponentów dokłada swoje ograniczenia, to opóźnienie PS6 przestaje być „katastrofą”, a zaczyna być po prostu strategiczną decyzją.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.







Dodaj komentarz