Miał być „darmowy telewizor”, wyszło… jak zawsze. Projekt Telly okazał się dużo większą klapą, niż ktokolwiek przypuszczał. To było do przewidzenia?
Pamiętasz pomysł, który kilka lat temu miał „zrewolucjonizować” rynek telewizorów? Firma Telly obiecywała 55-calowy telewizor 4K za darmo — wystarczyło tylko zgodzić się na oglądanie reklam wyświetlanych cały czas pod ekranem. Brzmiało jak futurystyczna wizja nowej ery Smart TV. Dziś już wiemy, że rzeczywistość okazała się… brutalna.
Z dokumentów, które wyciekły do mediów, wynika, że projekt Telly zaliczył spektakularne zderzenie z rynkiem. Czy można było przewidzieć taki scenariusz?
Setki tysięcy chętnych? W praktyce… 35 tysięcy telewizorów
W 2023 roku Telly zapowiadało, że tylko w pierwszym roku trafi do 500 tysięcy amerykańskich domów, a w kolejnym – „miliony kolejnych”. Firma chwaliła się setkami tysięcy zapisów w przedsprzedaży i gigantycznym zainteresowaniem.
Fot. www.freetelly.com
Tymczasem najnowsze dane pokazują coś zupełnie innego: do jesieni 2025 roku do klientów trafiło zaledwie około 35 tysięcy telewizorów. To oznacza, że ogromna większość wcześniejszych zamówień… po prostu nigdy nie została zrealizowana.
Prawdę mówiąc, to sam jestem zdziwiony, że udało się wprowadzić na rynek „aż” taką liczbę telewizorów. To w końcu darmowy sprzęt… za reklamy. Wątpliwości co do finansowania już od początku nasuwały się same.
Darmowy telewizor, który nigdy nie jest naprawdę darmowy
Sam pomysł był prosty – Telly oferuje 55-calowy telewizor 4K z soundbarem, kamerą i mikrofonem, a pod głównym ekranem umieszcza drugi, mniejszy wyświetlacz, na którym cały czas lecą reklamy i widżety. Tego paska nie da się wyłączyć — musi być widoczny non stop.
W zamian użytkownik nie płaci za sprzęt. Płaci swoją uwagą i swoimi danymi. Telewizor stale monitoruje, co oglądasz, a system rozpoznawania treści analizuje wszystko, co pojawia się na ekranie. I właśnie tutaj zaczyna się problem, bo coraz więcej osób zaczyna rozumieć, jak daleko posunęła się inwigilacja w świecie Smart TV.
Problemy, które pogrzebały projekt
Z przecieków wynika, że Telly miało kilka bardzo poważnych kłopotów, których tak naprawdę każdy mógł się domyślać już na starcie tego projektu:
- Po pierwsze – logistyka. Około 10% telewizorów docierało do klientów uszkodzonych w transporcie. Sprzęt nie był sprzedawany w sklepach, tylko wysyłany bezpośrednio z magazynów, co wyraźnie przerosło firmę.
- Po drugie – pieniądze. Telewizory były produkowane masowo jeszcze zanim zaczęły realnie zarabiać na reklamach. Finansowanie tego wszystkiego okazało się znacznie trudniejsze, niż zakładano.
- Po trzecie – świadomość użytkowników. Coraz więcej osób rozumie, że nowoczesne telewizory to nie tylko „ekran do Netflixa”, ale też narzędzie do śledzenia tego, co oglądasz. Co ciekawe, kilku dużych producentów właśnie trafiło do sądu za podobne praktyki.
Paradoks: reklamy działają… tylko że nikt nie chce tego telewizora
Najbardziej ironiczne w całej historii jest to, że model reklamowy Telly działał lepiej, niż w zwykłych Smart TV. Jeden telewizor potrafił generować więcej pieniędzy z reklam niż przeciętny telewizor z Roku czy Google TV. Tylko że… to nie wystarczyło.
Bo nawet „darmowy” telewizor przestaje być atrakcyjny, kiedy:
- stale świeci ci reklama pod ekranem,
- wiesz, że sprzęt analizuje wszystko, co oglądasz,
- a kamera i mikrofon są zawsze podłączone.
Rynek powiedział „nie”
Historia Telly pokazuje coś bardzo ciekawego – ludzie chcą tanich telewizorów, ale nie chcą żyć w permanentnej reklamowej gablocie. Od 2023 roku o firmie praktycznie ucichło. Projekt wciąż istnieje, ale działa wyłącznie w USA i wygląda na to, że miał być początkiem nowego trendu, a stał się raczej ostrzeżeniem dla całej branży.
Bo być może granica między „sprytnym modelem biznesowym” a „zbyt nachalną inwigilacją” została już dawno przekroczona. Z drugiej strony, niewykluczone, że Telly dopiero przecierało szlaki, a taki model przyjmie się bardziej w przyszłości. Na tę chwilę trudno przewidzieć co będzie dalej, ale wszechobecne reklamy po prostu zaczynają być jeszcze bardziej denerwujące niż kiedyś, stąd obecna niechęć do tego typu rozwiązań wydaje się być w pełni… zrozumiała.
Źródło: Lowpass
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.







Dodaj komentarz