Google TV ma już ponad 300 mln aktywnych urządzeń miesięcznie, ale tempo wzrostu zwalnia, a część marek wybiera własne systemy Smart TV.
Google TV przekroczyło właśnie bardzo ważną granicę: ponad 300 milionów aktywnych urządzeń miesięcznie. To robi wrażenie, bo mówimy o platformie, która jeszcze w maju 2021 roku miała 80 milionów aktywnych urządzeń. W kilka lat Google zbudowało więc system obecny w setkach milionów salonów na całym świecie. Gdyby Smart TV miały własny ranking popularności, Google TV spokojnie mogłoby wejść na scenę przy dźwiękach fanfar.
Podczas Google I/O 2026 firma podkreśliła, że salon stał się osobną, ogromną platformą dla aplikacji i usług streamingowych. Trudno się dziwić — telewizor dawno przestał być tylko ekranem do oglądania kanałów telewizyjnych. Dziś to centrum domowej rozrywki, miejsce do Netflixa, YouTube’a, Disney+, gier w chmurze, muzyki, a czasem również walki z pilotem, który oczywiście zawsze ginie między poduszkami.
Google TV liderem, ale rozpęd nie jest już taki sam
Według przytaczanych danych Google TV i Android TV mają łącznie 31 procent udziału w rynku aktywnych Smart TV, wyprzedzając Samsung Tizen oraz LG webOS. To pokazuje skalę sukcesu Google, szczególnie że platforma konkuruje nie tylko z systemami producentów telewizorów, ale też z rozwiązaniami Amazona, Apple, Roku, Titan OS czy TiVo OS. Innymi słowy: na rynku Smart TV tłok jest taki, że nawet kolejka po darmowe próbki w markecie wygląda przy tym spokojnie.
fot. Google
Jednocześnie widać, że tempo wzrostu zaczyna wyhamowywać. W ciągu ostatnich 20 miesięcy Google TV dodało około 30 milionów urządzeń. Wcześniej platforma rosła szybciej: 50 milionów urządzeń w 8 miesięcy i 70 milionów w poprzednich 12 miesiącach. To nadal duża skala, ale pokazuje, że po latach ekspansji rynek zaczyna dojrzewać, a zdobywanie kolejnych użytkowników jest coraz trudniejsze.
Mimo tego Google TV pozostaje jedną z najważniejszych platform Smart TV na świecie. Dużą przewagą systemu jest dostępność niemal wszystkich dużych aplikacji streamingowych. Wyjątkiem pozostaje aplikacja Xbox, która według TCL może pojawić się do końca roku. Dla wielu użytkowników właśnie szeroka baza aplikacji jest kluczowa, bo nikt nie chce kupić nowego telewizora tylko po to, by odkryć, że ulubiona usługa działa wyłącznie „kiedyś tam, może”.
Philips wybrał Titan OS, Hisense stawia na Vidaa
Największym wyzwaniem dla Google może być jednak nie samo spowolnienie wzrostu, ale decyzje producentów telewizorów. Philips w Europie, całkowicie porzucił Google TV na rzecz Titan OS. Wśród powodów wskazywano ograniczoną kontrolę nad rozwojem platformy i nowymi funkcjami. To ważny sygnał, bo producenci coraz częściej chcą mieć większy wpływ na wygląd, funkcje i monetyzację systemu Smart TV.
fot. Philips
Podobny kierunek widać u Hisense. Marka nadal korzysta z Google TV w Ameryce Północnej, ale w Europie i na innych rynkach mocniej stawia na własną platformę Vidaa. Panasonic również nie został przy Google TV na dłużej — po krótkich eksperymentach wybrał Fire TV dla większości modeli oraz TiVo OS dla tańszych telewizorów. Rynek systemów Smart TV zaczyna więc przypominać wielką szachownicę, na której każdy producent przesuwa swoje pionki pod własną strategię.
Na razie Google TV nadal ma bardzo mocnych partnerów. TCL i Sony wciąż mocno opierają swoje telewizory na tej platformie, co pozwala Google utrzymywać globalną pozycję lidera. Pytanie brzmi jednak, czy w kolejnych latach więcej marek pójdzie drogą Philipsa i Hisense, czy jednak zostanie przy wygodzie, rozpoznawalności i ogromnym ekosystemie Google. Jedno jest pewne: walka o ekran główny w telewizorze dopiero się rozkręca, a użytkownicy będą ją widzieć za każdym razem, gdy włączą pilot.
Źródło: FlatpanelsHD
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.







Dodaj komentarz