Netflix zmienia aplikację na Apple TV i usuwa ważne funkcje. Sprawdź, co dokładnie zniknęło i dlaczego użytkownicy są niezadowoleni.
Netflix znowu to zrobił. Tym razem oberwało się użytkownikom Apple TV, którzy po ostatniej aktualizacji aplikacji mogą przecierać oczy ze zdziwienia – i to nie dlatego, że jakość obrazu nagle wzrosła. Wręcz przeciwnie. Zmiany w odtwarzaczu wideo sprawiły, że korzystanie z serwisu stało się mniej intuicyjne, a część funkcji po prostu… zniknęła.
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda znajomo. Interfejs przypomina ten znany z innych platform i można odnieść wrażenie, że to tylko kosmetyczna zmiana. Problem zaczyna się w momencie, gdy próbujesz zrobić coś więcej niż tylko kliknąć „play”. Wtedy okazuje się, że Netflix postanowił pójść własną drogą i porzucić natywny odtwarzacz tvOS na rzecz własnego rozwiązania.
- Co oglądać w Netflix? Oto najlepsze nowe filmy i seriale
- Najlepsze telewizory w Polsce w 2026 roku. TOP-10
Netflix po swojemu – i nie każdemu się to spodoba
Decyzja o zastąpieniu systemowego odtwarzacza Apple ma swoje konsekwencje. Apple od lat rozwija tvOS w taki sposób, by obsługa była maksymalnie wygodna i spójna – szczególnie z pilotem oraz innymi urządzeniami z ekosystemu. Netflix, tworząc własny player, odciął się od tych udogodnień.
Efekt? Oglądanie filmów i seriali na Apple TV HD oraz Apple TV 4K stało się po prostu mniej komfortowe. Niby wszystko działa, ale brakuje tych drobnych rzeczy, które robiły ogromną różnicę w codziennym użytkowaniu.
I teraz najważniejsze – oto funkcje, które były dostępne dzięki natywnemu odtwarzaczowi Apple, a których działanie zostało ograniczone lub całkowicie usunięte:
- Łatwe przewijanie do przodu i do tyłu (o 10 sekund) oraz „scrubbing” (gest okrężny)
- Automatyczne włączanie napisów przy zmianie języka, wyciszeniu lub przewijaniu
- Możliwość personalizacji wyglądu napisów
- Funkcja „Enhance Dialogue” (wzmacnianie dialogów)
- Dwukrotne stuknięcie pokazujące godzinę zakończenia filmu
- Informacje o formatach wideo/audio w wysuwanym menu
- Rozszerzone sterowanie odtwarzaniem przez Siri
- Obsługa trybu obraz w obrazie (Picture-in-Picture)
- Obsługa formatu 21:9 CinemaScope
- Elementy interfejsu Liquid Glass
- Pełne sterowanie odtwarzaniem z aplikacji Pilot na iPhone/iPad
- Widżet „Teraz odtwarzane” na iPhone/iPad
- Integracja z Apple Home / automatyzacjami
- Funkcje dostępności (VoiceOver, izolacja głosu itd.)
- Mapowanie tonów HDR, gdy Apple TV 4K ustawione jest na HDR10 lub Dolby Vision
Lista jest długa i – co gorsza – dla wielu użytkowników naprawdę bolesna.
Małe zmiany, duża frustracja
Najbardziej odczuwalne są te „drobne” funkcje, do których człowiek szybko się przyzwyczaja. Szybkie przewijanie, inteligentne napisy czy możliwość sprawdzenia, o której kończy się film – to rzeczy, które wcześniej działały bez zastanowienia. Teraz wymagają więcej kliknięć albo… nie działają wcale.
Co ciekawe, część opcji nadal istnieje w ustawieniach systemowych Apple TV, ale nie można ich już wygodnie zmieniać w trakcie oglądania Netflixa. To trochę tak, jakby ktoś zabrał Ci pilot i powiedział: „ustaw sobie wszystko wcześniej i nie narzekaj”.
Największy problem? Brak wyboru. Netflix nie dał użytkownikom możliwości powrotu do starej wersji aplikacji. Aktualizacja wchodzi automatycznie i koniec – trzeba się przyzwyczaić albo… szukać alternatyw.
Na pocieszenie zostaje fakt, że podstawowe rzeczy nadal działają – jak dopasowanie liczby klatek czy zakresu dynamicznego. Tyle że w świecie premium to już za mało, by mówić o pełnym komforcie oglądania.
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.







Dodaj komentarz