Valve miało wejść do salonów z przytupem. Zamiast tego jest poślizg i widmo wyższych cen. Steam Machine i Steam Frame zaliczają falstart
Na żaden inny sprzęt nie czekam w tym roku jak na Steam Machine, które wydaje się być dla mnie urządzeniem idealnym. O Steam Machine wiemy już niemal wszystko, ale to co było przedmiotem domysłów, teraz się potwierdza. A wszystko przez to, że generujesz głupie obrazki w AI.
- Steam Machine mógł mieć spore ograniczenia! Valve znalazło rozwiązanie
- Najlepsze telewizory do gier w Polsce w 2026. Ranking TOP-10
Jeszcze niedawno wyglądało to jak idealny moment na ofensywę. Ogromna baza użytkowników Steama, rosnąca popularność grania na telewizorze i VR, a do tego marka, która od lat kojarzy się z „robieniem rzeczy po swojemu”. Valve zapowiedziało własną konsolę i gogle VR, które miały namieszać w dobrze znanym układzie sił. Premiera planowana była na początek roku, emocje rosły, a gracze już wyobrażali sobie bibliotekę Steam odpaloną prosto z kanapy.
Dziś wiemy jedno: trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość. I prawdopodobnie przygotować grubszy portfel. Oczywiście, z obrazkami w AI, o których wspomniałem, to duże uproszczenie, ale faktem jest, że ceny RAMu i SSD poszybowało właśnie z powodu szaleństwa związanego ze sztuczną inteligencją i centrami danych.
Steam w wersji „kanapowej” miał być prosty i bez kombinowania
Źródło: store.steampowered.com
Sam pomysł na Steam Machine był zaskakująco przyziemny, ale właśnie to czyniło go tak atrakcyjnym. Żadnego streamowania z PC, żadnych półśrodków czy eksperymentów w stylu „to prawie konsola”. Zamiast tego pełnoprawne urządzenie, które podłączasz kablem HDMI do telewizora, logujesz się na swoje konto i masz dostęp do całej biblioteki gier, zapisów w chmurze i znajomych – dokładnie tak, jak na komputerze, tylko wygodniej.
To bezpośrednie wejście na teren od lat zarezerwowany dla Sony i Microsoft. Bez owijania w bawełnę, bez „to tylko dodatek do PC”. Valve chce po prostu własnej konsoli pod telewizor i kawałka tortu, który do tej pory należał głównie do PlayStation i Xboxa. Dla wielu graczy to mogła być najwygodniejsza droga do grania w pecetowe tytuły bez siedzenia przy biurku.
A obok konsoli – VR z ambicjami większymi niż nisza
Równolegle firma pokazała Steam Frame, czyli nowy headset VR. I tutaj też nie chodziło o ciekawostkę dla entuzjastów, ale o realną konkurencję dla sprzętów takich jak Meta Quest. Valve ma już doświadczenie z VR i dobrze wie, czego oczekują gracze – wygody, dobrej jakości obrazu i prostego dostępu do gier.
Steam Frame miał być naturalnym rozszerzeniem ekosystemu: zakładasz gogle, odpalasz Steama i grasz. Bez zamykania się w osobnych sklepach czy platformach. Dla osób siedzących w PC gamingu brzmiało to jak najbardziej logiczny krok, który wreszcie mógłby uprościć VR zamiast go komplikować.
Problem? Ceny komponentów wystrzeliły w kosmos
Sielankowy plan rozbił się jednak o coś, czego nie widać na renderach produktów – o koszty podzespołów. Valve przyznało wprost, że ceny pamięci RAM i dysków SSD w ostatnich miesiącach nie tyle wzrosły, co dosłownie eksplodowały. W niektórych przypadkach mowa o stawkach trzy- albo czterokrotnie wyższych niż wcześniej.
To efekt gigantycznego popytu na sprzęt pod rozwiązania AI. Centra danych i producenci akceleratorów wykupują ogromne ilości pamięci i magazynów danych, przez co rynek konsumencki dostaje resztki – i to po znacznie wyższej cenie. W praktyce oznacza to, że każda konsola czy headset staje się po prostu dużo droższy w produkcji, zanim jeszcze trafi do pudełka.
Premiera przesunięta. Ceny też raczej nie będą „valvowe”
Zamiast konkretnej daty debiutu pojawiło się bezpieczne „pierwsza połowa roku”. Tego typu komunikaty zwykle oznaczają jedno: firma sama nie jest pewna, kiedy sytuacja się ustabilizuje. A skoro koszty komponentów szybują, trudno oczekiwać, że Valve weźmie wszystko na siebie i sprzeda sprzęt po kosztach.
To szczególnie rozczarowujące, bo marka przez lata przyzwyczaiła graczy do agresywnych cen i bardzo dobrego stosunku możliwości do ceny. Jeśli jednak RAM i SSD podrożały kilkukrotnie, matematyki nie da się oszukać. Finalne kwoty mogą być wyraźnie wyższe, niż zakładano jeszcze jesienią.
Najbardziej zaskakujące w całej historii jest to, że nie ma tu żadnych problemów technicznych czy projektowych. Podczas ostatniej konferencji finansowej AMD szefowa firmy, Lisa Su, potwierdziła, że Steam Machine jest gotowe jako produkt. Konstrukcja dopięta, projekt zamknięty, wszystko działa tak, jak powinno.
Opóźnienie nie wynika więc z tego, że coś „nie wyszło”, tylko z czystej ekonomii. Sprzęt leży na półce i czeka, aż liczby w Excelu przestaną straszyć.
Dla graczy to deja vu
fot. Sony
Patrząc szerzej, trudno nie mieć wrażenia, że branża znowu wpada w ten sam schemat. Najpierw brakowało kart graficznych przez kryptowaluty, teraz pamięci i dysków przez AI. Za każdym razem kończy się tak samo – wyższe ceny i dłuższe oczekiwanie.
Steam Machine i Steam Frame miały być świeżym startem Valve w segmencie sprzętu. Zamiast dynamicznego wejścia dostajemy ostrożne hamowanie i znak zapytania przy cenach. Szkoda, bo apetyt był naprawdę duży.
Jedno się jednak nie zmieniło: jeśli komuś może się udać połączyć świat PC i konsol w sensowną całość, to właśnie Valve. Trzeba tylko poczekać, aż rynek komponentów przestanie rzucać kłody pod nogi.
Źródło: Valve
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.









„A wszystko przez to, że generujesz głupie obrazki w AI.”
Co to za text?
Uproszczenie – „twórczość” generowania przez AI potrzebuje niebotycznie dużo energii a rozwój tej technologii RAmu i dysków do działania, stąd niektórzy przoducrnci właściwie przestali dostarczać ram na rynek konsumencki i sprzedają go tylko firmom. Każdy przygłupi obrazek generowany w AI to mikro cegiełka w tym procesie