beyerdynamic AVENTHO 300 to słuchawki, które nie idą na kompromisy, oferując luksusowe wykonanie i dźwięk z duszą. Choć komfort wymaga przyzwyczajenia, a ANC mogłoby być lepsze, to rewelacyjny czas pracy na baterii i dopracowane brzmienie sprawiają, że to propozycja dla wymagających, szukających czegoś więcej niż tylko technologii.
Spis treści
Są takie słuchawki, które od razu dają do zrozumienia, że nie przyszły na ten świat, by się komuś przypodobać. beyerdynamic AVENTHO 300 nie próbują być kompromisem ani sprzętem dla każdego. Już sam wygląd zdradza, że mamy do czynienia z konstrukcją stworzoną dla wymagających użytkowników – tych, którzy szukają nie tylko jakości dźwięku, ale i rzemieślniczego podejścia do detali. Nie bez znaczenia jest też logo producenta, które od lat kojarzy mi się z niemiecką konsekwencją i brakiem zbędnych ozdobników. Tu wszystko ma swoje miejsce i cel, co w moich oczach jest sporym atutem.
Nie ukrywam – od tego modelu miałem wysokie oczekiwania. W tej półce cenowej trudno już mówić o tanich słuchawkach Bluetooth, bo 1749 zł to kwota, która automatycznie podnosi poprzeczkę. Z drugiej strony, to właśnie ta kategoria bywa najciekawsza. Tu producenci mają swobodę, by pójść o krok dalej: dopracować brzmienie, dorzucić bogaty zestaw akcesoriów, pokusić się o lepsze materiały. Pytanie tylko, czy beyerdynamic faktycznie wykorzystał ten potencjał, oferując coś więcej niż tylko estetyczny design? Moje doświadczenie podpowiadało, że tak może być, ale zawsze podchodzę do tego z otwartą głową.
Zabrałem je w podróż – dosłownie i w przenośni. Przez kilkanaście ostatnich dni słuchałem na nich wszystkiego: jazzu, elektroniki, audiobooków i klasyki. Testowałem je w ruchu ulicznym, w pracy i w domu. Szukałem ich mocnych i słabych stron, nie szukając na siłę wad, ale i nie wybaczając im więcej, niż powinienem. Co wyszło z tego testu? Już teraz mogę powiedzieć jedno – beyerdynamic AVENTHO 300 to słuchawki, które wymagają czasu, by je zrozumieć. Ale gdy już zaskoczą… potrafią zaskoczyć naprawdę pozytywnie, oferując wrażenia, których próżno szukać u konkurencji.
beyerdynamic AVENTHO 300 – co dostajemy w zestawie i ile to kosztuje?
Zestaw sprzedażowy beyerdynamic AVENTHO 300 od razu zrobił na mnie dobre wrażenie. Producent nie poszedł na żadne skróty – oprócz samych słuchawek w pudełku znajdziemy solidne, twarde etui, które dobrze chroni sprzęt podczas transportu. Do tego dołączono miękki woreczek ze ściągaczem, co jest miłym dodatkiem dla osób, które wolą coś lżejszego i bardziej kompaktowego. W zestawie znajdziemy także przewód USB-C, adapter z USB-C do USB-A oraz klasyczny przewód AUX 3,5 mm – czyli dokładnie to, czego potrzeba do komfortowego korzystania z różnych źródeł dźwięku. Taka kompletność w czasach, gdy niektórzy producenci każą sobie dopłacać za podstawowe akcesoria, naprawdę zasługuje na uznanie.
W momencie pisania tej recenzji słuchawki beyerdynamic AVENTHO 300 dostępne są w dwóch wersjach kolorystycznych: klasycznej czerni oraz eleganckim odcieniu szarości. Obie prezentują się dobrze, choć osobiście skłaniam się ku szarej – jest subtelna, mniej oczywista i po prostu bardziej stylowa. Co ciekawe, niezależnie od koloru cena pozostaje bez zmian – 1749 złotych. To kwota, która może wydawać się wysoka, ale jeśli spojrzymy na jakość wykonania, zastosowane technologie i bogaty zestaw sprzedażowy, to okazuje się, że nie jest to tak wygórowana suma, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
W świecie sprzętu audio z wyższej półki to właśnie takie detale – jak kompletność zestawu i rozsądna polityka cenowa – potrafią przekonać użytkownika do wyboru konkretnego modelu. beyerdynamic AVENTHO 300 nie stara się być luksusowy na siłę, nie epatuje błyskotkami, tylko konsekwentnie buduje wartość – i to, moim zdaniem, świadczy o dojrzałości tej konstrukcji.
Design klasy premium, komfort z ograniczeniami – moje doświadczenia z beyerdynamic AVENTHO 300
beyerdynamic AVENTHO 300 nie pozostawiają złudzeń – to produkt premium, który aspiruje do grona najlepszych. Wykonanie? Rewelacyjne. Aluminiowe przeguby, precyzyjnie spasowane elementy, matowe wykończenie – wszystko sprawia wrażenie sprzętu dopracowanego w najdrobniejszym szczególe. Muszę przyznać, że AVENTHO 300 wcale nie ustępują pod względem estetyki słuchawkom od Sony, Bose, czy Bowers & Wilkins. Do tego dochodzi eleganckie etui i miękki pokrowiec na akcesoria – niby detal, ale mówi sporo o kulturze produktu.
Nie da się jednak ukryć, że ten imponujący wygląd ma swoją cenę, również w sensie dosłownym – i wagowym. 319 gramów może nie brzmi przerażająco, zwłaszcza gdy porównamy je z AirPods Max, ale w praktyce różnica jest wyczuwalna. W moim przypadku ciężar słuchawek kumulował się na czubku głowy, a po dwóch godzinach pojawił się lekki ucisk, którego jednak nie da się zignorować. Szkoda, bo pady – choć dość sztywne – są dobrze wyprofilowane i głębokie, a odległość od przetworników do małżowiny zapewnia niezłą wentylację i przestrzeń dla ucha.
Mam jednak wrażenie, że komfort użytkowania to obszar, w którym beyerdynamic jeszcze nieco się gubi. Pałąk ma ograniczony zakres rozciągania i jeśli ktoś ma większą głowę, może poczuć się dosłownie przytrzaśnięty. Nacisk na uszy jest wyraźny, choć z czasem nieco słabnie. Osobiście musiałem je kilkukrotnie zdejmować w ciągu dnia, bo po prostu zaczynało być zbyt ciasno. Jednocześnie – i tu paradoks – ich konstrukcja sprawia wrażenie bardzo ergonomicznej, a nauszniki są wygięte w sposób bardziej naturalny niż u wielu konkurentów. To trochę jak dobrze skrojony garnitur, który i tak trzeba lekko dopasować.
Sterowanie w AVENTHO 300 to osobny temat, o którym za chwilę, ale już teraz mogę coś wspomnieć. Mamy tu pojemnościowy touchpad na prawej nausznicy, który wygląda świetnie, ale w praktyce bywa kapryśny. Czasem działa płynnie i intuicyjnie, innym razem muszę powtórzyć gest kilka razy, zanim uzyskam oczekiwany efekt. Nie twierdzę, że to wada nie do przeskoczenia – po kilku dniach można się przyzwyczaić – ale osoby preferujące fizyczne przyciski mogą czuć pewien niedosyt. Sam panel wygląda jednak bardzo nowocześnie i dobrze wpisuje się w minimalistyczny język designu całych słuchawek.
Na lewej muszli beyerdynamic AVENTHO 300 panuje pełna cisza – producent zdecydował się przenieść wszystkie elementy sterujące i złącza na prawą stronę. I trzeba przyznać, że jest to logiczny, choć nieco konserwatywny wybór. To właśnie tam znajdziemy port USB-C do ładowania, gniazdo AUX 3,5 mm, a także fizyczny przycisk do przełączania trybów aktywnej redukcji hałasu (ANC). Obok niego umieszczono niewielką diodę LED informującą o stanie pracy oraz przycisk zasilania, który pełni również funkcję aktywacji parowania Bluetooth. Wszystko jest uporządkowane i łatwo dostępne, choć przy intensywnym użytkowaniu można by chcieć nieco większego rozdzielenia przycisków pod palcami.
Trzeba przyznać: AVENTHO 300 przyciągają uwagę, nawet jeśli nie są najbardziej komfortowe na rynku. Ich estetyka, dobór materiałów i jakość wykonania sprawiają, że trudno oderwać od nich wzrok – ale jednocześnie nie sposób zapomnieć o tym, co się czuje na głowie po dłuższym czasie. To słuchawki dla tych, którzy cenią solidność i elegancję ponad wszystko, ale być może mniej dla tych, którzy szukają lekkiej, jak piórko wygody na całe dnie. Dla mnie? To sprzęt, który zyskałby bardzo wiele, gdyby był choć o 50 gramów lżejszy.
Sterowanie i aplikacja w beyerdynamic AVENTHO 300 – czy wszystko działa tak, jak powinno?
Sterowanie w beyerdynamic AVENTHO 300 to mieszanka dotyku i fizycznych przycisków, która z pozoru powinna oferować najlepsze z obu światów. Producent umieścił wszystkie elementy obsługi na prawej słuchawce, co niestety nie każdemu przypadnie do gustu. Sam nieraz złapałem się na tym, że trzymając coś w prawej dłoni, nie byłem w stanie wygodnie zmienić utworu czy odebrać połączenia. Lewa muszla jest całkowicie pusta, co z jednej strony upraszcza konstrukcję, ale z drugiej – odbiera pewną elastyczność podczas codziennego użytkowania.
Obsługa dotykowa działa poprawnie, choć nie zawsze perfekcyjnie. Przesuwanie palcem w górę lub w dół reguluje głośność, a ruch w bok przełącza utwory. Dwukrotne stuknięcie zatrzymuje lub wznawia muzykę, a dłuższe przytrzymanie aktywuje asystenta głosowego. Wszystko brzmi dobrze, ale w praktyce czasem trzeba wykonać gest drugi raz, by został prawidłowo zinterpretowany. Na szczęście mamy też fizyczny przycisk do włączania i parowania oraz osobny przycisk ANC – i tu muszę pochwalić producenta, bo jego umiejscowienie i działanie zasługuje na uznanie.
Z funkcji, które szczególnie doceniłem, warto wymienić automatyczne wstrzymywanie odtwarzania po zdjęciu słuchawek. To coś, co działa bezbłędnie i po prostu ułatwia życie. Nie trzeba niczego pauzować ręcznie, nie trzeba się spieszyć – muzyka zatrzyma się sama. Wznowienie również przebiega płynnie i niezawodnie. W praktyce to właśnie ta funkcja sprawiała, że AVENTHO 300 towarzyszyły mi częściej niż inne słuchawki testowane w tym samym czasie.
Gdy porównuję sterowanie beyerdynamic AVENTHO 300 do rozwiązań zastosowanych np. w Teufel Real Blue NC 3, nie sposób nie zauważyć, że joystick w modelu Teufela daje po prostu większą precyzję. Dotyk potrafi zawieść w deszczu, przy grubych rękawiczkach lub przy nieprecyzyjnym ruchu. Fizyczny przełącznik, nawet niewielki, daje po prostu większą kontrolę. I choć cenię estetykę oraz minimalizm beyerdynamica, to nie ukrywam – tęskniłem chwilami za czymś bardziej namacalnym.
Aplikacja? Solidna, choć bez fajerwerków. Działa stabilnie, umożliwia wybór spośród kilku gotowych presetów korektora i pozwala na pewną personalizację, choć brakuje możliwości precyzyjnego dostrojenia konkretnych częstotliwości. Jest też obsługa Dolby Atmos, zarówno w wersji klasycznej, jak i z funkcją śledzenia głowy, co docenią użytkownicy bardziej zanurzeni w ekosystem audio. Przełączanie poziomów ANC i trybów przezroczystości działa sprawnie, ale warto pamiętać, że pełnię możliwości zyskamy dopiero po aktualizacji oprogramowania.
Czas pracy i łączność w beyerdynamic AVENTHO 300 – solidność w detalach
Czas pracy beyerdynamic AVENTHO 300 pozytywnie mnie zaskoczył. W dobie, gdy większość słuchawek balansuje między 30 a 40 godzinami pracy z włączonym ANC, niemiecki producent wyciąga aż do 50 godzin na jednym ładowaniu. I to nie są tylko dane z tabelki. Podczas testów, po dziesięciu godzinach słuchania z aktywną redukcją szumów poziom naładowania baterii spadł jedynie do 80%. W praktyce to zestaw, o którym można zapomnieć przy ładowarce na cały tydzień. Owszem, są modele takie jak Teufel Real Blue NC 3, które oferują znacznie dłuższy czas działania (nawet 98 godzin bez ANC), ale beyerdynamic celuje w równowagę między żywotnością a jakością wykonania – i trafia w punkt.
Jeśli już trzeba je naładować, proces jest wyjątkowo szybki i bezbolesny. Dzięki złączu USB-C 10 minut ładowania zapewnia około 5 godzin słuchania. To zaleta, zwłaszcza dla tych, którzy zapominają o ładowarce tuż przed wyjściem z domu. Niektóre modele konkurencji oferują podobne czasy szybkiego ładowania, ale dopiero w połączeniu z takim akumulatorem nabiera to większego znaczenia. Dla mnie to jeden z ważniejszych elementów w słuchawkach do codziennego użytku.
AVENTHO 300 imponują też w kwestii komunikacji. Mamy tu Bluetooth 5.4 – niemal najnowszy standard, który w praktyce zapewnia wyjątkowo stabilne połączenie, nawet w zatłoczonym środowisku miejskim. Wsparcie dla kodeków takich jak AAC, aptX Adaptive, aptX Lossless i LE Audio pozwala nie tylko na wygodę, ale też wysoką jakość transmisji. Miłym dodatkiem jest komunikat głosowy, który informuje nas o aktualnie używanym kodeku – coś, czego brakuje w większości słuchawek, a co realnie pomaga, jeśli zależy nam na świadomym odsłuchu.
Szkoda jednak, że zabrakło LDAC oraz LHDC 5.0 – dwóch kodeków często wybieranych przez użytkowników smartfonów z Androidem, szczególnie tych, którzy korzystają z serwisów oferujących dźwięk w wysokiej rozdzielczości. Trudno mówić o wielkiej stracie, bo aptX Lossless nadrabia wiele, ale nie da się ukryć – to brak, który może zaważyć na decyzji bardziej wymagających audiofilów.
Sparowanie z telefonem? Proste, intuicyjne i zawsze działało za pierwszym razem – zarówno z iPhonem, jak i urządzeniami z Androidem. Co więcej, technologia Bluetooth Multipoint sprawdza się tutaj bez zarzutu. Jednoczesne połączenie z laptopem i telefonem nie wprowadzało żadnych problemów – powiadomienia z telefonu nie przerywały mi rozmów na Teamsach, a muzyka z serwisu streamingowego automatycznie wracała po zakończeniu rozmowy. Tak powinno to działać w każdej parze słuchawek klasy premium.
Jest też coś dla fanów klasyki – opcja połączenia przewodowego przez gniazdo 3,5 mm lub USB-C. Ten drugi wariant sprawdzi się świetnie podczas odsłuchów z przetwornikiem DAC, a to rzadkość w tego typu słuchawkach. Z kolei tradycyjny jack okazał się ratunkiem, gdy poziom baterii był bliski zera i akurat nie miałem ładowarki pod ręką. W czasach, gdy wielu producentów rezygnuje z portów analogowych, beyerdynamic daje nam wybór – i chwała im za to.
W kontekście codziennego użytkowania beyerdynamic AVENTHO 300 to sprzęt, który nie tylko działa, ale też konsekwentnie wywiązuje się z obietnic producenta. Czas pracy i jakość połączeń są tutaj dokładnie takie, jakich oczekiwałbym od słuchawek z tego segmentu. Nie mam poczucia, że producent poszedł na skróty.
Redukcja szumów i mikrofony: czy beyerdynamic AVENTHO 300 nadążają za czołówką?
System ANC w beyerdynamic AVENTHO 300 działa solidnie, ale trudno uznać go za przełomowy. W codziennych warunkach – w pociągu, biurze czy podczas spaceru wzdłuż ruchliwej ulicy – słuchawki radzą sobie przyzwoicie, szczególnie z dźwiękami o niskiej częstotliwości. Szum klimatyzacji czy jednostajne buczenie silnika są tłumione na tyle, by nie przeszkadzać. Ale jeśli liczymy na absolutną ciszę, jaką oferują niektóre flagowe modele, to może pojawić się rozczarowanie.
Im wyżej w spektrum częstotliwości, tym bardziej słychać ograniczenia. Rozmowy, klikanie klawiatury czy dźwięki naczyń nadal przedostają się przez barierę cyfrowej ciszy. Testowałem je w zatłoczonej kawiarni i choć ANC nie było bezużyteczne, to jednak brzęk sztućców i ludzkie głosy z łatwością przebijały się do środka. W takich chwilach łatwo zatęsknić za rozwiązaniami znanymi z Sony WH-1000XM5, które tworzą znacznie szczelniejszą przestrzeń akustyczną.
Tryb transparentny nadrabia jednak pewne braki. Możliwość regulacji jego siły w pięciostopniowej skali to funkcja, którą powinien oferować każdy producent – a niestety niewielu to robi. Na najwyższym poziomie mikrofony AVENTHO 300 wzmacniają otoczenie z taką precyzją, że miałem wrażenie, jakbym słyszał więcej niż bez słuchawek. W biurze czy na ulicy ta opcja staje się nie tylko przydatna, ale wręcz komfortowa – pozwala czuć się bezpieczniej i bardziej świadomie.
Jakość rozmów? W kontrolowanych warunkach zaskoczyła mnie pozytywnie. Mikrofony zbierają głos czysto i z dużą szczegółowością, co w połączeniu z niskim opóźnieniem daje bardzo naturalny efekt. Ale wystarczy silniejszy wiatr, a cała ta precyzja zaczyna się gubić. Nie nazwałbym tego wpadką, bo to typowy problem większości słuchawek – ale jeśli zależy Ci na absolutnej niezawodności w rozmowach, mogą być momenty frustracji.
Trudno mówić o AVENTHO 300 jako o zabójcy flagowców, jeśli chodzi o ANC. Ale czy muszą nim być? Może wystarczy, że potrafią wytłumić dokładnie to, co najbardziej męczy – niskie, jednostajne szumy – a przy tym oferują jedne z najbardziej dopracowanych funkcji transparentnych w tym segmencie. W końcu nie każdy użytkownik oczekuje absolutnej izolacji. Niektórzy po prostu chcą słyszeć muzykę, a nie hałas.
beyerdynamic AVENTHO 300 – dźwięk, który potrafi zaskoczyć
beyerdynamic AVENTHO 300 nie brzmią tak, jak można by się spodziewać po słuchawkach z przetwornikami z linii Pro X. Z jednej strony mamy czystą, szeroką scenę i wysoką szczegółowość, a z drugiej – wyraźnie zaznaczony bas i lekko podniesione wysokie tony. Producent balansuje tu na granicy między brzmieniem konsumenckim a profesjonalnym, ale końcowy efekt okazuje się znacznie bardziej emocjonalny niż analityczny. I może właśnie o to chodzi?
Podczas pierwszego odsłuchu miałem wrażenie, że to model aspirujący do neutralności. Dźwięk sprawiał wrażenie wyrównanego, zwartego i dość czystego. Jednak gdy sięgnąłem po kilka utworów rockowych, a potem hip-hopowych i elektronicznych, szybko zdałem sobie sprawę, że to słuchawki z charakterem. AVENTHO 300 lubią zejść nisko – i to naprawdę nisko, do subbasu, który potrafi zaskoczyć głębią i sprężystością – to słuchawki, które angażują.
Bas to zresztą temat, który nie daje tu o sobie zapomnieć. Jest obecny, wyczuwalny i dynamiczny, czasami aż nadto. Pasmo między 60 a 150 Hz potrafi przytłoczyć niższe średnie tony i sprawić, że miks traci nieco przejrzystości. Z drugiej strony – przy mobilnych źródłach dźwięku, jak laptopy czy smartfony – taki zabieg może się okazać korzystny. W codziennym użytkowaniu nie zawsze mamy dostęp do referencyjnego DAC-a, a beyerdynamic sprytnie wykorzystuje to jako przewagę.
Wokale? Ciepłe, naturalne i z lekkim zmiękczeniem. Podoba mi się, że mimo intensywnego basu, średnie tony zachowują odpowiednią obecność. Nie są cofnięte, a raczej lekko wysunięte do przodu – szczególnie w trybie neutralnym korekcji. To daje wrażenie intymności, szczególnie w muzyce akustycznej, jazzie czy klasyce. Gitary mają odpowiedni atak, a wokale – blask i teksturę.
Wysokie tony to kolejny element, który może zaskoczyć. Są czytelne, świeże, ale nieprzesadzone. W paśmie 6–8 kHz potrafią być momentami ostre, jednak przy delikatnym skorygowaniu korekcji można uzyskać bardzo przyjemny balans. Podoba mi się ten zakres, bo dodaje brzmieniu lekkości i życia – nie kosztem komfortu odsłuchu. W dłuższym słuchaniu to ważny aspekt.
Scena dźwiękowa i obrazowanie w beyerdynamic AVENTHO 300 to prawdziwa perełka. Dźwięk rozchodzi się na boki, jest przestrzenny i dobrze uporządkowany. Nie czuję, jakbym słuchał muzyki w głowie – raczej mam wrażenie uczestniczenia w wydarzeniu, a nie biernego odsłuchu. Dolby Atmos i śledzenie ruchu głowy to dodatki, które mogą się przydać przy filmach, ale dla mnie największą wartością jest naturalna przestrzenność tych słuchawek bez wspomagaczy.
Czy to brzmienie dla każdego? Zdecydowanie nie. Jeśli szukasz czegoś studyjnego, surowego i maksymalnie neutralnego, to AVENTHO 300 mogą nie spełnić Twoich oczekiwań. Ale jeśli chcesz czerpać przyjemność z muzyki, poczuć bas w klatce piersiowej i pozwolić wysokim tonom rozświetlić miks – te słuchawki mają sporo do zaoferowania. To nie jest produkt jednowymiarowy. To słuchawki z duszą.
Czy warto kupić beyerdynamic AVENTHO 300?
Nie będę ukrywał – beyerdynamic AVENTHO 300 to słuchawki, które od pierwszego kontaktu robią świetne wrażenie. Aluminiowa konstrukcja, matowe wykończenia, staranne spasowanie – wszystko to sprawia, że trudno nie odczuć szacunku dla niemieckiej precyzji. Czuć, że trzymam w rękach produkt klasy premium. Dodatkowo kompletny zestaw akcesoriów – od twardego etui po kabel AUX i adapter USB – pokazuje, że producent nie szukał na siłę oszczędności. Dla kogoś, kto często podróżuje i nie lubi biegać po sklepach w poszukiwaniu przejściówek, to po prostu wygoda.
Z drugiej strony, im dłużej słuchałem, tym bardziej odczuwałem potrzebę zrzucenia ich na chwilę z głowy. To nie jest model, który znika po kilku minutach noszenia – a przy cenie na poziomie 1749 złotych, oczekiwania co do ergonomii mam wysokie. Pady są wygodne i dobrze wentylowane, ale 319 gramów robi swoje, szczególnie przy dłuższych sesjach. Nie pomagają też dotykowe panele, które – choć efektowne – czasem nie działają z oczekiwaną precyzją. Osobiście nadal cenię sobie klasyczne, dobrze wyczuwalne przyciski w tego typu konstrukcjach. Być może to kwestia przyzwyczajenia, ale jestem przekonany, że nie tylko ja mam podobne odczucia.
Tam, gdzie beyerdynamic AVENTHO 300 pokazują pełnię możliwości, to bateria i dźwięk. 50 godzin pracy z włączonym ANC to wynik, którego konkurencja może tylko pozazdrościć. Bluetooth 5.4, aptX Lossless, Multipoint – brzmi to nowocześnie i w praktyce działa bezbłędnie. Brakuje LDAC i LHDC, ale jeśli nie jesteś purystą, nie odczujesz tej nieobecności. Zresztą – te słuchawki nie próbują być zimne i techniczne. One po prostu grają… i robią to z sercem. Bas jest głęboki, wokale mają ciepło, a scena dźwiękowa potrafi zaskoczyć przestrzenią. To nie są słuchawki analityczne – to słuchawki emocjonalne.
Czy warto je kupić? To zależy, czego oczekujesz. Jeśli szukasz czystej przyjemności z odsłuchu, chcesz cieszyć się brzmieniem, które ma duszę i charakter, to beyerdynamic AVENTHO 300 zaspokoją te potrzeby z nawiązką. Nie są idealne, ale mają w sobie coś, co trudno zdefiniować – pewien balans między technologią a doświadczeniem. A to, w moim odczuciu, jest dziś rzadkością. Je jestem na tak!
|
ZALETY
|
WADY
|
Ceny beyerdynamic AVENTHO 300
Na stronie mogą występować linki afiliacyjne lub reklamowe.

















